|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
WZORKI - DRUTY
HOBBY
INNE
Moje wzory - my designs
Pomysły
|
niedziela, 20 maja 2012
Euro 2012 tuż, tuż...
Euro 2012 dosłownie za chwilę więc postanowiłam zobaczyć jak wygląda okolica Stadionu Narodowego i porównać z wyglądem, który zarejestrowałam na zdjęciach jakiś czas temu.
Pierwsze zdjęcie - rzut okiem na drugą (praską) stronę Wisły przed wdrapaniem się na Most Poniatowskiego. Stwierdziłam, że z mojego brzegu rzeki wygląda to nieźle, nawet ludzie są na plaży, most nabrał świeżego wyglądu bo został odmalowany.
Wlazłam więc na most i przemaszerowałam zerkając uważnie gdzie się da.
Spojrzałam na rzekę i ujrzałam śliczną łachę piachu przypominającą wyglądem rekina. Jakoś tak mi się od razu skojarzyła z tym zwierzęciem. Spójrzcie niżej, chyba wygląda jak rekin.
Po Wiśle pływały tramwaje wodne, z dala obserwowałam plażowiczów i powolutku zbliżałam się do nich, wprawdzie byłam na moście ale coraz bliżej drugiego brzegu.
Spójrzcie na poniższe zdjęcie. Na zaniedbanej i brudnej plaży ludzie opalali się, bawili, grali i siedzieli w ogródkach piwnych, których jest całkiem sporo na plaży, w zaroślach - całkiem blisko stadionu. No ładnie, pomyślałam. Będzie się działo w czerwcu.
Doszłam do końca mostu i zaczęłam schodzić na dół. Załamałam ręce - Euro 2012 jeszcze się nie rozpoczęło a już widać próbki tego co będzie się działo. Wszędzie leżały butelki po alkoholu, rozbite szkło z wielu butelek, puszki i inne rzeczy. Odnowione elementy mostu zostały zniszczone, powybijano kolorowe szybki w oknach. Zgroza, zgroza.
Polazłam na plażę zobaczyć z bliska co tam się dzieje. Oj, ludzie pili nie tylko wodę. Butelki były wszędzie.
Wysypałam piasek wiślany z butów i pomaszerowałam wokół stadionu w kierunku Ronda Waszyngtona. Ochroniarze stoją wszędzie, pilnują tego co jest za płotem. Za płotem w zasadzie jest w porządku, ale od strony ulic już nie wygląda to tak ładnie. Zbliżając się do ronda można było zobaczyć coraz większy nieporządek na alejkach wokół stadionu. Zdjęcia nie pokazują całego tego bałaganu, bo aż żal było pstrykać zdjęcia. Oj będzie wstyd, bo na pewno nie uporządkują wszystkiego jak należy. Zabraknie im czasu.
Bazar na Olimpii - Górczewska 56
Wróciłam właśnie z niedzielnego bazaru na Górczewskiej. Jeżdżę tam raz na jakiś czas, gdy potrzebuję zaopatrzyć się w coś czego nie mogę dostać w normalnym sklepie. Często kupuję nowe ciuszki dla mojej panny, jakieś ubrania dla siebie na urlopowe wyjazdy. Są tanie i na wyjazdowe potrzeby spełniają moje wymagania. Zawsze jednak buszuję w części ze starociami porozkładanymi na gazetach, które różni dżentelmeni i damy podejrzanej aparycji wynoszą z domów, piwnic i nie wiadomo skąd. Trzeba być odpornym na rozchodzący się tam zapach potajemnie rozlewanego piwa i innego alkoholu. Handlujący są w różnym stanie świadomości i dokonując zakupów trzeba mieć to na uwadze. Dzisiaj pojechałam tam, żeby kupić kilka par letnich spodni dla mojej mamy, która od jakiegoś czasu jest na diecie cukrzycowej (okazało się, że moja staruszka ma cukrzycę typu 2) i bardzo schudła. Na zbliżający się Dzień Matki wyposażyłam więc mamę w kilka par nowych spodni i przy okazji w cztery bluzki. Może zmieniać, dobierać i ma nowe zestawy na całe lato. W zakątku ze starociami wypatrzyłam coś dla siebie. Za całe 20 złotych kupiłam kryształową misę na owoce lub słodycze i kilka robótkowych starych książek, za które zapłaciłam aż 8 złotych.
Niżej są moje tanie zdobycze z poprzednich wypraw na bazarek.
Szydełkowe kołnierzyki
Na szybko zrobiłam dwa kołnierzyki szydełkowe dla mojej czterolatki, które przydadzą się do nadania szyku niektórym sukienkom, bluzkom lub sweterkom. Kołnierzyki są moją radosną twórczością bez podpierania się schematami i wzorami. Tym sposobem są już trzy w różnych kolorach.
sobota, 19 maja 2012
Spacer i zakupy na folkowo
Wreszcie zrobiło się ciepło i słonecznie. Można było spokojnie wybrać się na długi spacer, który zaczęłam dzisiaj od Podzamcza i podziwiania fontann.
Wdrapałam się schodami na ulicę Kościelną róg Przyrynek i wdepnęłam do kościoła.
Potem pokręciłam się w okolicach Barbakanu.
Wpadłam do Domu Sztuki Ludowej na rynku warszawskiej Starówki i zrobiłam zakupy. Tu mam pewność, że nie kupuję żadnych podróbek i chińszczyzny udającej polskie rękodzieło.
Czując lekki głód przysiadłam przy stoliku "Baru pod Barbakanem" i zjadłam kluski śląskie. Jako dziecko uwielbiałam gdy mama mnie przyprowadzała tu na kluchy i naleśniki. Zjadałam wszystko podziwiając kafelki ze zwierzętami, które pokrywały wszystkie ściany. Dzisiaj owe kafelki nadgryzł mocno ząb czasu, ale wywołują u mnie miłe wspomnienia.
14 maja tego roku na ulicy Jezuickiej odsłonięto tablicę upamiętniającą Grzegorza Przemyka. Poszłam więc ją obejrzeć.
Wdepnęłam do Bazyliki św. Jana Chrzciciela. Nie robiłam zdjęć bo kiedyś pojawiły się na blogu. Jednak wtedy zapomniałam wam coś pokazać. Na prawo od głównego wejścia należy przejść na ulicę Dziekanią i zerknąć na mur kościoła. Wmurowano tam oryginalną gąsienicę niemieckiego czołgu, który podczas Powstania Warszawskiego zburzył część budynku. Warto pokazać to dzieciom, szczególnie chłopcom. Na pewno zdziwią się jak duża jest gąsienica czołgu.
Na Krakowskim Przedmieściu zrobiłam kolejne zakupy w ulubionej Cepelii i przysiadłam w dawnej "Telimenie" a obecnie w kawiarni - galerii sztuki. Napiłam się kawy i nabrałam sił do dalszego maszerowania. A tak przy okazji: zachwalano mi tę kawiarnię a ja byłam rozczarowana. Żałuję, że nie poszłam dalej do "Kręcimy lody" braci Gessler. No cóż, za to nacieszyłam oczy piękną biżuterią i innymi eksponatami, które znajdują się w wielu gablotach galerii.
Żeby zbić wypite i zjedzone kalorie podreptałam dalej i doszłam do Placu Teatralnego. To było duże poświęcenie z mojej strony, ponieważ cały plecak miałam wypakowany zakupami. I na zakończenie spaceru zajrzałam do kościoła środowisk twórczych, u którego wejścia witają wiernych Jan Paweł II i kardynał Stefan Wyszyński.
Dotarłam szczęśliwie do domu i okazało się, że moje zakupy są bez żadnego uszczerbku. Nic mi się nie zbiło.
Mam trzy duże porcelanowe kubki, emaliowany kubek, porcelanową filiżankę ze spodkiem, zegar z dekoracjami łowickimi, które kupiłam w Cepelii na Krakowskim Przedmieściu.
W Domu Sztuki Ludowej kupiłam śliczne drewniane ptaszki i dwie porcelanowe filiżanki ze wzorem opolskim - ręcznie malowane i sygnowane nazwiskiem twórcy ludowego.
Zakupy zostały obejrzane i spakowane. Niedługo rozpakuję je w nowym miejscu zamieszkania.
I jeszcze trochę informacji z ulotki, którą dostałam w sklepie, bo warto wiedzieć gdzie można kupić oryginalną sztukę ludową a nie podróbki.
piątek, 18 maja 2012
Szydełkowy kołnierzyk
Moje ręce nie potrafią jednak być bez zajęcia. Głowa podpowiada im żeby odpoczęły a one domagają się działania. Dałam więc im niewielkie zajęcie i tak oto powstał uroczy bawełniany kołnierzyk, który sprawi, że każda zwykła letnia sukienka mojej małej damy zmieni się w elegancki strój.
czwartek, 17 maja 2012
Komplet szydełek
Dostałam dzisiaj prezent robótkowy. Bardzo się ucieszyłam. Dziękuję pani H. za tę przemiłą niespodziankę.
środa, 16 maja 2012
Pomysłowy Dobromir
Dzisiaj wpis z cyklu "Pomysłowy Dobromir" o tym, że warto dać drugie życie różnym rzeczom. Nie pamiętam kiedy i na jakiej stronie w internecie widziałam ciekawe pomysły usprawniające życie gospodyni / gospodarza domu. Jednym z nich, który znalazł zastosowanie w moim domu jest powtórne wykorzystanie nakrętek z butelek po wodzie mineralnej. Wszelkie towary sypkie (mąka, kasza, płatki itp.) trzymam zwykle w torebkach foliowych, ponieważ zajmują mniej miejsca w szufladach niż zapakowane w kartonikach. Nie kupuję żadnych zapinek do torebek plastikowych, bo uważam to za zbędny wydatek. Do zamknięcia torebek wykorzystuję nakrętki po wodzie mineralnej. Butelkę przecinam wokoło poniżej nakrętki zostawiając "niby kołnierzyk" (widać to na zdjęciach poniżej). Odkręcam nakrętkę i przez otwór wkładam górną część torebki, rozkładam ją wokoło i nakładam nakrętkę, mocno zakręcam. I to wszystko. Nic się nie wysypie, nawet nic się nie wyleje z tak zapakowanego woreczka foliowego. To dobry sposób na porządne zamknięcie sypkich towarów bez dodatkowych kosztów, bo przecież w każdym domu mamy butelki po wodzie mineralnej, które wyrzucamy. Przed wyrzuceniem warto odciąć górę butelki. Zbierajcie nakrętki z częścią butelek plastikowych i wykorzystajcie je ponownie pakując różne produkty do torebek foliowych. W ten sposób możecie przynieść ze sklepu nawet złotą rybkę, która być może spełni wasze życzenia.
wtorek, 15 maja 2012
Nic nie robię
Moi mili goście, musicie uzbroić się w cierpliwość, ponieważ przez pewien czas nie będę pokazywała swoich włóczkowych robótek. Dopadła mnie jakaś pomroczność i za co się nie wezmę to idzie do prucia. Rozgrzebałam kilka robótek i patrzyłam na nie niechętnym wzrokiem. Chwilowo będzie więcej wpisów z tematyki przyrodniczo - spacerowej bo muszę się zresetować robótkowo. Pewnie to wina spóźnionego zmęczenia wiosennego.
poniedziałek, 14 maja 2012
niedziela, 13 maja 2012
Zdjęcia z niedzielnego spaceru
Dzisiaj prezentuję kilka fotek panoramy Warszawy widocznej z tarasu na dziewiątym piętrze budynku Belvedere Residence znajdującego się przy ulicy Sułkowickiej 2/4. Skorzystałam z okazji, że tam byłam i pstryknęłam fotki. A całkiem niedaleko na ulicy Podchorążych tuż przy wejściu do Łazienek Królewskich znajduje się urocza i zadbana kapliczka, która też znalazła się na moich zdjęciach.
sobota, 12 maja 2012
Żeby był porządek... (2)
Znowu kombinowałam, szyłam, prułam i udało mi się zrobić etui na druty z żyłkami. Nie obyło się bez pomyłek ale trudno, zbyt późno je zauważyłam. Źle ułożyłam jedną z kieszonek i paski są w innej kolejności, a miało być jak należy. O innych błędach nie napiszę, może ich nie zauważycie. Etui jest dość pojemne bo do każdej z kieszonek można włożyć kilka par drutów. Opakowanie przeznaczyłam na moje druty, którymi robię chusty. Będą w jednym miejscu. Na wykonanie etui zużyłam całą nową bawełnianą ściereczkę kuchenną o standardowych wymiarach.
czwartek, 10 maja 2012
Spacerkiem wokół Cytadeli
Zapraszam dzisiaj na spacer w okolice Cytadeli w Warszawie. W zeszłym roku pokazałam kilka zdjęć tego miejsca, dzisiaj jest ich więcej. Niestety spóźniłam się kilkanaście minut i nie weszłam do muzeum. Jednak okolice są warte obejrzenia podczas spaceru. Przy okazji można podziwiać piękne stare drzewa, które są dokładnie oznakowane. Spacer zakończyłam w Alei Wojska Polskiego nr 12. Tam mieszkał Krzysztof Komeda Trzciński.
Żeby był porządek...
Kombinowałam, myślałam, próbowałam aż wreszcie udało się. Zmajstrowałam opakowanie na kilka szydełek, druty z żyłką i inne drobiazgi dziewiarskie, które warto mieć pod ręką.
Teraz hop do plecaka i mam porządek a przy okazji wszystko w jednym miejscu.
środa, 09 maja 2012
wtorek, 08 maja 2012
poniedziałek, 07 maja 2012
Poducha - kwadracik
Z bawełnianych resztek powstała następna poducha. Całość jest uszyta z polara a szydełkowy wierzch został przyszyty na maszynie. Dzięki temu wszystko dobrze się trzyma.
niedziela, 06 maja 2012
Bawełniana poducha
Z bawełnianych sześciokątów powstała kolorowa poducha. Jest dość spora jak na jasiek. Będzie się ładnie prezentować na nowej kanapie. Z żółtego polara jest spód poduszki. Wierzch szydełkowy ze spodem polarowym połączyłam po lewej stronie na maszynie. Potem na prawej stronie obrobiłam całość jednym rządkiem półspłupków i w kolejnym zrobiłam ozdobny brzeg.
sobota, 05 maja 2012
Mała elegantka
Moja mała elegantka zadbała dzisiaj o swój wygląd. Dorwała się do lakierów i samodzielnie upiększyła sobie dłonie i stopy.
Na rowerze, na rowerze....
Mam nowego rumaka. Jest czarny, błyszczący i gdzieniegdzie ma kwiatki więc widać, że to babski pojazd. Zaczynam rowerowe wycieczki. Będzie mniej siedzenia w domu z włóczką a więcej ruchu na świeżym powietrzu. Piesze wędrówki, które odbywam systematycznie chwilowo ograniczę na rzecz mojego pojazdu.
piątek, 04 maja 2012
Warszawa - ulica Marszałkowska i Świętokrzyska przed Euro 2012
Dzisiaj nadszedł czas zerknąć na ścisłe centrum Warszawy. Proszę patrzeć na zdjęcia jednym okiem, bo to po prostu wstyd co tam się dzieje. Poniższe fotki przedstawiają fragmenty ulic Marszałkowskiej, Świętokrzyskiej i skrzyżowanie obu tych ulic. Prawie za chwilę będzie Euro 2012 a nasza stolica - gospodarz tej imprezy jakoś nie stara się solidnie spełnić tej roli. Włodarze miasta, wstyd, wstyd, wstyd! Ja już rumienię się ze wstydu. A były takie plany....... u nas tak zawsze: jakoś to będzie. No i jeszcze ta piosenka na Euro : ko...ko... ko... Euro spoko.... Zwariuję i połamię wszystkie szydełka, druty albo poprzebijam nimi piłki. Proponuję taki tekst piosenki: Ko, ko, ko, ko Euro spoko, Polska gola se strzeliła i na Euro nie zdążyła, brak autostrad, metro w planach kurka rurka ale jaja!
Mrówka
Zrobiłam sobie podręczne opakowanie na kilka szydełek i niewielkie nożyczki. Mogę teraz bezpiecznie wrzucić je do torebki. Ozdobny haft potraktowałam minimalistycznie. Mrówka powstała dosłownie w kilka minut.
Połączyłam już więcej elementów na pled. Klik tutaj.
czwartek, 03 maja 2012
W poszukiwaniu kolorów majowych
Zamiast świętować Dzień Konstytucji 3 Maja pół dnia poświęciłam na siedzenie nad przyszłym pledem dla mojej czterolatki a potem w ramach odświeżenia umysłu i ciała powędrowałam na spacer w poszukiwaniu majowych kolorów. Zawędrowałam do parku im. Stefana Żeromskiego na Placu Wilsona, potem wpadłam na chwilę na Promyka i przeszłam alejami ogródków działkowych by dojść wreszcie na Kępę Potocką. Park i okolice Kępy Potockiej pokazywałam już kilka razy, ale jestem nimi zauroczona w każdej porze roku. Zawsze znajduję coś ciekawego do obejrzenia i często tam wracam.
Szydełkuję, szydełkuję...
Wcześniej pisałam, że szydełkuję różne, różniste elementy szydełkowe. Urozmaicam sobie dłubanie i robię na zmianę czarne z różnymi kolorami, białe z różnymi kolorami. Dzisiaj prezentuję urobek na koc - narzutę dla mojej czterolatki. To priorytet i chyba będzie skończony najszybciej. Docelowo mam mieć wymiary 150 cm na 200 cm. Pobieżnie wyliczyłam, że muszę zrobić około 280 elementów, połączyć je i obrobić całość kilkoma rzędami słupków. Aktualnie mam zrobione 104 elementy. Nie przekroczyłam więc połowy zakładanej ilości.
Korzystam z tego opisu wykonania szydełkowych elementów - klik.
I jeszcze kilka zdjęć z elementami, które już połączyłam w całość.
środa, 02 maja 2012
Świąteczny spacerek
Późnym popołudniem wybrałam się na spacer. Dotarłam na Stare Miasto i tam zachwyciłam się kwitnącymi drzewami na Barbakanie.
Na rynku ludzie rozsiedli się wygodnie w kawiarnianych ogródkach, słuchali melodii z katarynki, oglądali Syrenkę i karmili gołębie. Pan artysta - portrecista coś tam rysował ale nikt nie był tym zainteresowany. Stołek dla modela stał pusty.
Dotarłam na Krakowskie Przedmieście i dopiero tutaj widać było, że dzisiaj jest Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Nawet pan Prus miał w butonierce biało - czerwony kotylion.
Przeszłam Karową, minęłam szpital z okienkiem życia i dotarłam nad Wisłę.
Dalej nie dałam rady iść bo komary nadwiślańskie chciały mnie zjeść żywcem.
|