Witaj, zapraszam do obejrzenia moich prac wykonanych muliną, wełną, igłą, na drutach i szydełkiem. Czasami nie odpowiadam na niektóre komentarze. Wszystkie uważnie czytam.
Zakładki:
WZORKI - DRUTY
HOBBY
INNE
KULINARNE BLOGI
Moje wzory - my designs - free patterns
Pomysły
tricoteuse Polska Polska Poland stitchingheart ptaszek gyhw7QUr87suOyWPwB insekten-0042.gif von 123gif.de myszka drutki Nie biorę udziału w zabawach blogowych. Nic nie sprzedaję i nie wykonuję na zamówienie. Dzielę się własnymi autorskimi wzorami, które są tu umieszczone.
RSS
czwartek, 29 września 2011
Znowu spacer warszawski

 

Skorzystałam z pięknej jesiennej pogody i wybrałam się na spacer. Zajrzałam do kościoła akademickiego p.w. świętej Anny.

 

 

 

Znajduje się tu znany nie tylko w Polsce Krzyż Smoleński, z którym było wiele problemów a i dzisiaj obrońcy krzyża snują się wiadomo gdzie.

 

 

 

 

 

Teraz szybka przebieżka przez Plac Zamkowy.

 

 

Weszłam do najstarszego kościoła w Warszawie - bazyliki p.w. świętego Jana Chrzciciela.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Musiałam oczywiście zejść do podziemi i obejrzeć krypty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tuż obok jest Sanktuarium O.O. Jezuitów pod wezwaniem Matki Bożej Łaskawej. Warto zwrócić uwagę na ten kościół, ponieważ ma wyjątkowo ciekawe drzwi wejściowe a wewnątrz jest zupełnie inny niż okoliczne kościoły. Odbywają się tu całodzienne spowiedzi. Można wejść w każdej chwili i zawsze w konfesjonale spotka się księży.

 

Lubię zaglądać do starych i zabytkowych kościołów, świątyń. W naszym zwariowanym i zabieganym świecie znajduję tam spokój, ciszę, chwilę zadumy, zwalniam tam, wyciszam się, uspokajam, mam chwilę na wewnętrzną rozmowę z samą sobą.

 

 

 

 

 

 

 

Potem pomaszerowałam na staromiejski rynek i spotkałam się ze znajomymi, ale to już zostawiam dla siebie. Zdjęć ze spotkania nie ma.

 

 

 

 

 

Kolejne ubranko na aparat

To już ostatnie jesienne ubranko na aparat, które wydłubałam z 18 oczek nabranych na druty. Wszystkie moje aparaty mają nowe ubranka. 

 

 

 

 

środa, 28 września 2011
Ubranka na aparaty

Jesień sprawiła, że zrobiłam ciepłe ubranka na aparaty fotograficzne. W zależności od wielkości aparatu nabrałam na druty 18, 20, 24 oczka wełenki merino. Wydziergałam prostokąciki. Każdy zszyłam i podfilcowałam. Zmoczyłam robótki w gorącej wodzie, porządnie namydliłam zwykłym mydełkiem toaletowym. Kilka minut tarłam, niby prałam w dłoniach, zwijałam w kulkę, gniotłam aż uzyskałam efekt niewielkiego sfilcowania. Wypłukane i odciśnięte z wody opakowania na aparaty wysuszyłam nadając im właściwy kształt. Potem dorobiłam na szydełku ozdobne brzegi i wiązania. Kwiatki były filcowane oddzielnie i po wyschnięciu przyszyte.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A niżej widać moje nowe kłębuszki, które czekają aż je zamienię w chusty.

 

 

 

wtorek, 27 września 2011
Melanżowe kapcie

Kapcie to szybkie robótki.

Robię zawsze dwa równocześnie i przerobienie około 16 cm a potem wyrobienie trójkącików zabiera mi jeden wieczór.

Tym razem połączyłam najcieńsze wełenki merino, które pozostały mi po zrobieniu chust. Siedziały sobie ukryte w ciemnym kącie szafy. Teraz mają nowe przeznaczenie. Wynalazłam dość pokaźną ilość tych resztek. Myślałam że w zasadzie prawie wszystko jakoś przerobiłam, oddałam lub wywaliłam. Okazało się, że sporo małych kłębuszków zakamuflowałam po kątach. Wy też tak macie?

 

 

poniedziałek, 26 września 2011
Kapcie, kapcie...

Wpadłam w wir robienia kapci bo zamówienia rodzinne sypią się jak z rękawa.

 

 

niedziela, 25 września 2011
Zielone kapcie

Teraz zielonej wełnie, która poprzednie życie wiodła jako chusta, dałam nowe przeznaczenie. Wełna została przerobiona na kapcie.

 

 

 

Kapcie zrobiłam z większą ilością oczek niż dotychczas, ponieważ chciałam żeby były głębsze. Niżej objaśniłam co i jak. Okazało się, że można poeksperymentować z przepisem na te kapcie.

Lubię te wełniane kapciochy, ponieważ są wygodne, ciepłe i łatwe w utrzymaniu. Wystarczy je raz na tydzień uprać w letniej wodzie, postawić na kaloryferze do wyschnięcia a potem na nogach same nabierają fasonu. Poza tym odwiedzam czasami domy, w których od progu gospodynie wręcz warują z jakimiś domowymi papuciami dla gości i prawie nakazują je zakładać. Nie mogę, brzydzę się, mam ochotę uciec. Moja wyobraźnia podpowiada mi i pokazuje obrazy bakterii, śladów grzybicy i innych paskudztw. W jednym z odwiedzanych domów widzę te same wstrętne kapcie dla gości od wielu lat. Są wyświnione do granic możliwości a pani domu jakby tego nie widziała. Tak więc do niektórych domów wchodzę ze swoimi kapciami wełniaczkami, które bez problemu mieszczą się w mojej torbie. I mam w nosie czy to podoba się gospodarzom czy nie. Nie założę cudzych brudnych kapci, butów i koniec kropka.

 

sobota, 24 września 2011
Urodziny Placu Wilsona

Pojechałam dzisiaj na Plac Wilsona, ponieważ władze dzielnicy urządziły urodziny tego miejsca. Były zabawy, kramy z wszelkim rękodziełem, jedzeniem, muzyka, występy zespołów, artystyczne malowanie twarzy i całych postaci i inne ciekawostki. W Parku Żeromskiego dziewczyna z dzbanem - ozdoba fontanny, zwana Aliną miała być ubrana wydzierganymi na szydełku i drutach ozdobami. Niezbyt udała się ta akcja, ponieważ Alina dostała niewiele od dziergaczek. A szkoda. Ja za to dostałam 1 Alinkę - pamiątkową monetę. Po parku spacerowały różne stwory, królewna Śnieżka, Statua Wolności co bardzo spodobało się dzieciom, które chętnie siadały przed lustrem i oczekiwały aż dostaną niezwykłe makijaże. Była też parada mieszkańców wokół placu. Odbyło się uroczyste otwarcie Fortu Sokolnickiego i zwiedziłam jego wnętrza po długoletnim remoncie. Na koniec zafundowałam sobie przejażdżkę zabytkowym tramwajem.

 

http://www.urodzinyplacuwilsona.pl/program

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na jednym ze straganów kupiłam mojej małej dziewczynce bardzo kolorowy sweterek z kapturem i czapkę w paski.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kapcie na drutach

Mam kilka kłębków wełny, które dotychczas wiodły swój żywot jako chusty. Sprułam trzy chusty bo przestały mi się podobać i leżały bezużytecznie w szafie. Odzyskana z nich wełna posłuży do wydziergania kapci. Pierwsza para jest już gotowa. Przyda się bo w domu jest coraz chłodniej a kaloryfery jeszcze nie grzeją więc one będą ocieplać moje stopy. Kapcie są zrobione z potrójnej wełnianej nitki więc spełnią swoje zadanie.

 

 

 

piątek, 23 września 2011
Czapka

Kolejne resztki wełny zostały zamienione w dziecięcą czapkę.

 

 

 

 

czwartek, 22 września 2011
Zmiana czapki w kapelusik

- Ja chcę kapelusik. - powiedziała mała modnisia.

- To mam poprawiać tę czapkę?

- No tak, bo to nie kapelusz.

I tak zamiast czapki pokazanej dzisiaj rano w poprzednim wpisie jest już kapelusik. Złapałam za szydełko, wydłubałam naprawdę resztki resztek w potrzebnych kolorach i zamieniłam czapkę w kapelusik.

Teraz mała jest zadowolona.

 

 

Czapka

Prawie wszystkie resztki wełny merino, które pokazałam wcześniej są już przerobione na czapeczki. Została grafitowa i pomarańczowa, z których też będzie czapka dziecięca. 

Wczoraj zrobiłam taką:

 

 

 

 

 

 

środa, 21 września 2011
Czapka w kolorowe paski

Druga czapka dziecięca z resztek kolorowej wełny merino jest już gotowa.

 

wtorek, 20 września 2011
Czapka z resztek

Miałam sporo kłębuszków wełny - pozostałości z chust i szali, które zrobiłam. Części z nich pozbyłam się się niedawno i oddałam pewnej staruszce, która siedzi przed moim sklepem spożywczym i sprzedaje kapcie własnoręcznie zrobione na drutach z szaro - burej włóczki. Zostawiłam sobie niewiele resztek i zaczęłam je wyrabiać. Najłatwiej przerobić je oczywiście na czapki dla dzieci. 

 

Pierwsza czapka z resztek została zrobiona w jeden wieczór. Połączyłam wełnę merino w 4 nitki (100g = 1400 m). Czarna została zmieszana z grafitową i stanowi  podstawowy kolor czapki. Na drutach mam następną. Przydadzą się dla dzieci w rodzinie - na czyjąś głowę będą pasowały.

 

 

poniedziałek, 19 września 2011
Komplecik

Za chwilę trzeba będzie wyciągnąć czapki i szaliki. Dotyczy to szczególnie dzieci bo dorośli jakoś ociągają się z noszeniem czapek. Wyciągnęłam więc z kosza rozdłubaną robótkę i postanowiłam dokończyć wreszcie komplecik jesienno - zimowy.

Zrobiłam mojej małej dziewczynce szalik i czapkę z malinowej wełny (nie gryzie więc będzie dobra w użyciu). Szalik jest z pojedynczej a czapka z podwójnej nitki.

 

 

 

 

 

niedziela, 18 września 2011
Malowanki

Mama i tata w kilku odsłonach.

sobota, 17 września 2011
Pani Jesień

Na powitanie jesieni zrobiłam delikatną chustę. Wydłubałam ją drutami nr 2,75 podwójną wełną merino (100g = 1400 m). Zużycie - 75 gramów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Plac budowy

 

Mieszkańcy Warszawy chyba od dwudziestu lat obserwują budowę kościoła, którą widać z Trasy AK. Na trasie panuje tłok, ścisk, samochody w godzinach szczytu jadą w żółwim tempie więc codziennie można podziwiać jak rośnie kościół.

 

 

Teraz zdjęcia przedstawiające to czego nie widać z Trasy AK.

Wiernych zmierzających na mszę wita Jan Paweł II. Myślę, że część z nich nie patrzy w jego stronę, bo artysta stworzył karłowatą postać z zaburzonymi proporcjami. Mnie osobiście nie podoba się ten pomnik.

 

 

Zaraz za pomnikiem widać stary, mały kościółek. Obok niego jest plac budowy, na którym ma powstać nowy kościół.

 

 

Nad wszystkim czuwa Matka Boska.

 

 

Na płocie placu budowy widać projekt przyszłego kościoła. Ma być wielki, okazały i na pewno będzie dobrze widoczny z Trasy AK. Obok kościoła widać dom parafialny. Warto dokładnie przyjrzeć się projektowi domu parafialnego. W założeniach miał być dość skromny.

 

 

 

A w realnym świecie okazało się, że dom parafialny wyładniał i jest nieco inny niż na projekcie. Księża poszli na całość.  Zadbali o swoje miejsce. Dom parafialny jest jak się patrzy a nowy kościół nadal w podziemiach. Zbudowano na razie tak zwany dolny kościół a reszta Bóg wie kiedy będzie.

 

 

Winorośl zasłania skutecznie widok budynku domu parafialnego, żeby nie raził i nie denerwował swoją okazałością okolicznych wiernych. No bo nowego kościoła jak nie było tak nie ma i długo nie będzie.

 

 

Niżej widać przyszły nowy kościół. Ledwie wynurza się z podziemi. Chyba niektóre piramidy Egipcjanie szybciej budowali niż w Polsce na przełomie XX i XXI wieku buduje się ten kościół.

 

 

I nic nie przyśpieszy budowy nowego kościoła. Nie pomoże nawet Jan Paweł II przechadzający się po placu budowy w kilku postaciach. Szkoda, że najpierw pomyślano o wygodzie tych, którzy mają przecież służyć wiernym. A wierni dają składki, datki i cierpliwie czekają. To Polska właśnie.

 

 

 

A teraz trochę zdjęć nadchodzącej jesieni.

 

 

 

 

piątek, 16 września 2011
Dwie kapliczki na Bemowie

Czas na Bemowo. Dotarłam tam do dwóch kapliczek. Są położone dość blisko więc spacerek był krótki.

Pierwsza znajduje się na terenie kościoła, tuż przy ogrodzeniu. Są tam inne ciekawostki, które widać na zdjęciach.

Kilkaset metrów dalej znajduje się stosunkowo nowa kapliczka świętego Krzysztofa.

No to patrzymy:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 15 września 2011
Kapliczki na Śródmieściu

Dzisiaj pogoda w Warszawie sprawiła, że można było pospacerować. Wiatr trochę przeszkadzał, ale słońce dzielnie wysyłało swoje promienie i ogrzewało miasto. Tak więc wykorzystałam ten moment i pojechałam ponownie na Śródmieście w celu tropienia kolejnych kapliczek.

I znowu okazało się, że większość z nich jest zamknięta na cztery spusty za ciężkimi bramami śródmiejskich podwórek. Tym razem nie musiałam jednak szukać sposobów i forteli, żeby wejść na podwórka. Może dobrze z oczu mi patrzyło, że za każdym razem ktoś sam zgłaszał się, że otworzy mi bramę. Nawet gość o błędnym spojrzeniu i bardzo chwiejnym chodzie zapytał mnie na Emilii Plater czy chcę wejść i obejrzeć kapliczkę. Pokazał mi gdzie mam iść, żeby zobaczyć inne kapliczki. Na Mokotowskiej podeszłam do zamkniętej bramy i ze sklepu wyszedł pan, spojrzał na mnie i też zapytał czy chcę zobaczyć kapliczkę. Na Marszałkowskiej jedną z bram zostawił otwartą specjalnie dla mnie pan wyprowadzający psa na spacer. Tak więc bez problemu pokonałam wszystkie bramy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Świątecznie na tamborku

No nie pomyliłam się, wiem że Boże Narodzenie będzie dużo później. Najpierw musi być jesień a potem zima. Jednak na moim tamborku zagościł świąteczny obrazek. Za moment będzie jak znalazł. Pewnie uszyję woreczek na świąteczny upominek z tym uroczym hafcikiem.

 

 

środa, 14 września 2011
Za chwilę będzie jesień

Jest już jesiennie, szkoda mi lata...

 

 

 

 

 

 

 

 

Dwa kocurki towarzyszyły mi dzielnie podczas robienia zdjęć, nawet dały sobie pstryknąć fotki.

 

 

Kapliczki na Żoliborzu

Na osiedlu Marymont - Potok znajduje się bardzo duży pomnik Jezusa. Pilnuje pewnie okolicznych wieżowców i dlatego jest słusznej postury.

 

 

 

 

 

 

A na Placu Wilsona nr 4 (wejście na podwórko znajduje się od ulicy Słowackiego) znalazłam zaniedbaną kapliczkę. Figurka Matki Boskiej pilnie wymaga renowacji. 

 

 

 

 

 

Całkiem niedaleko znajduje się druga kapliczka podwórkowa, która powstała w 1943 roku. Podwórko z kapliczką jest obok budynku Wyższej Szkoły Pożarnictwa.

 

Niestety oba podwórka z kapliczkami mają zamontowane domofony. Musiałam użyć forteli, żeby tam wejść. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zakładka

Skoro odnowiłam znajomość z igłą i muliną to szybko zrobiłam kolejny nieduży haft. Ozdobił nową zakładkę do książki.

 

 

wtorek, 13 września 2011
Mirów, Śródmieście - kapliczki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kapliczki żoliborskie

Tym razem popatrzcie na żoliborskie kapliczki, do których dotarłam.

 

Jak widać, na podwórku ulicy Mickiewicza 27 jest kapliczka, a tam właśnie mieszkał Jacek Kuroń.

 
1 , 2