Witaj, zapraszam do obejrzenia moich prac wykonanych muliną, wełną, igłą, na drutach i szydełkiem. Czasami nie odpowiadam na niektóre komentarze. Wszystkie uważnie czytam.
Zakładki:
WZORKI - DRUTY
HOBBY
INNE
KULINARNE BLOGI
Moje wzory - my designs - free patterns
Pomysły
tricoteuse Polska Polska Poland stitchingheart ptaszek gyhw7QUr87suOyWPwB insekten-0042.gif von 123gif.de myszka drutki Nie biorę udziału w zabawach blogowych. Nic nie sprzedaję i nie wykonuję na zamówienie. Dzielę się własnymi autorskimi wzorami, które są tu umieszczone.
RSS
środa, 25 lipca 2012

 

 

 



Grochowska i Targowa - kolejne kapliczki

 

Dzisiaj zrobiłam przebieżkę po ulicy Grochowskiej i Targowej (niewielkie odcinki).

Przy okazji wytropiłam kolejne kapliczki i krzyż.

 

 

 

 

 

 

 

 

Moje ulubione ptaszki

 

Przyfrunęło do mnie stado ptaszków. Dziesięć siedzi na zeszytowej okładce a dwa przysiadły na etui, w którym będę przechowywać druty. Na kilka okładek mam już chętnych w rodzinie więc pewnie niedługo dostaną je w prezencie. Zostawię sobie okładkę z ptaszkami (uwielbiam ten wzorek ptaszka) i kotem w klatce. 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 24 lipca 2012
Okładka z serduszkiem

 

Zaprojektowałam haft do czwartej okładki na zeszyt i szybciutko go wyszyłam cieniowaną muliną DMC nr 52.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 22 lipca 2012
Opakowanie na komórkę

 

Z resztek wełny merino wyszydełkowałam sobie nowe opakowanie na komórkę. 

 

 

sobota, 21 lipca 2012
Krótki spacer - Puławska, Park Morskie Oko

 

Dzisiaj proponuję spacer ulicą Puławską. Przejdziemy tylko nieduży odcinek więc nie zmęczycie się.

Na Puławskiej 55 znajduje się Domek Mauretański, a kilka numerów dalej (Puławska 59) Domek Gotycki zwany Gołębnikiem. Obie budowle zostały zaprojektowane przez Szymona Bogumiła Zuga w drugiej połowie XVIII wieku i prowadzą do Parku Morskie Oko, który pierwotnie został zaprojektowany dla księżnej Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej.

Między tymi budowlami, tuż przy chodniku wita przechodniów Jan Matejko z siedzącym obok Stańczykiem (pomnik dłuta Mariana Koniecznego).

Przechodząc za pomnik znajdziemy się w pięknym parku i już na jego skraju dojrzymy wyłaniający się między drzewami Pałac Szustra, w którym znajduję się Warszawskie Towarzystwo Muzyczne im. Stanisława Moniuszki. W letnie soboty i niedziele można tu posłuchać pięknych koncertów na łonie przyrody. Ja dzisiaj byłam uczestniczką prób muzyków przygotowujących się do koncertu. Z tyłu Pałacu Szustra tuż przy ścieżce spacerowej znajduje się grobowiec rodziny Szustrów (patrz zdjęcie dziewiąte).

W parku znajdują się trzy stawy, a w jednym z nich można łowić ryby.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z parku wracamy znowu na Puławską i na skrzyżowaniu z Dworkową zobaczymy krzyż przydrożny. Po drugiej stronie, na skrzyżowaniu Puławskiej i Olszewskiej warto zatrzymać się obok przydrożnej kapliczki z Matką Boską. Napis na tabliczce głosi, że kapliczka została postawiona na cześć i chwałę Boga 4 września 1832 roku.

Idąc dalej dochodzimy do Puławskiej róg Racławickiej. Na pierwszym budynku widnieją dwie tablice. Jedna z nich informuje, że mieszkał tam Melchior Wańkowicz. Z drugiej dowiedziałam się, że w czasach PRL-u działał tam Salon Kultury Niezależnej promujący twórczość wolną od cenzury.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tym razem spacer udokumentowany zdjęciami był krótki. Aparat odmówił mi posłuszeństwa (wyładował się). Dalej spacerowałam i nie zrobiłam zdjęć.

 

 

Kolorowa chusta

 

Moja Favola, którą ufarbowałam nie czekała zbyt długo żeby zamienić się w chustę. Kusiła mnie swoimi kolorami i kusiła. Załadowałam więc ją na druty i chusta jest gotowa. Zimą rozweseli mi każdą kurtkę, bo będzie owijaczem szyi zamiast szalika.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 20 lipca 2012
Okładka z drzewkiem

 

Kolejna okładka jest już gotowa i powędrowała na zeszyt. Tym razem zainteresował mnie Renato Parolin i jeden ze wzorów przeniosłam z drobnymi zmianami na tkaninę. Wyhaftowałam mniej elementów w porównaniu z oryginałem. Nie ma u mnie ptaszków, które były wokoło drzewa, zamiast wiewiórki mam drugą sowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam już trzy okładki.

 

 

 

środa, 18 lipca 2012
Kot w klatce? Tak!

 

Zajrzałam jakiś czas temu tutaj - klik.

 

Urzekł mnie ten śmieszny obrazek - klik.

 

Zaczęłam wyszywać ten uroczy hafcik. Schemat był prosty, krzyżyki pojawiały się dość szybko na tkaninie. Jednak odłożyłam go i niedokończony przeleżał w koszu cierpliwie czekając aż znowu trafi w moje ręce. W końcu nadszedł jego dzień i został ukończony. Teraz ozdabia kolejną okładkę zeszytu. W hafcie popełniłam kilka drobnych pomyłek ale tak je zostawiłam bo nie wpłynęły na ogólny wygląd gotowej pracy. Zmieniłam jednak ptaszka i posadziłam go w innym miejscu. Ten oryginalny nie podobał mi się.

Teraz kot siedzi zamknięty w klatce a myszy i ptaki mogą harcować.

 



 

 

 

Dwa zeszyty mają swoje okładki. Niedługo dostaną je dwa kolejne. Taki mam plan.

 

 

wtorek, 17 lipca 2012
Farbowanie wełny barwnikami spożywczymi

 

Dostałam w prezencie zestaw barwników spożywczych w żelu i postanowiłam wypróbować ich przydatność do ufarbowania wełny merino. Znalazłam w internecie sporo informacji na ten temat i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że barwniki spożywcze sprawdzają się doskonale. Do każdej porcji roztworu gorącej wody z barwnikiem dodałam ocet i dopiero wtedy farbowałam wełnę. Użyłam następujących kolorów: niebieski, żółty, zielony, różowy. Z nich powstały mi inne kolory poprzez zlanie się roztworów na pasmach wełny. Zrobiłam próbkę, żeby sprawdzić jak te kolorowe ciapki ułożą się na przyszłej chuście. Stwierdziłam, że jest nieźle. Tak kolorowa chusta przyda się jako zimowy owijacz szyi. Od razu będzie mi weselej gdy ją założę a wokoło będzie śnieżnie i biało.

Niedługo zabiorę się za tę robótkę. Na razie musi cierpliwie poczekać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kosmetyczka z haftem

 

Na chwilę wróciłam do wyszywania. Postanowiłam przeczekać letnie i upalne dni bez szydełkowania i robienia na drutach. Potrzebuję odrobinę chłodu żeby szydełkować koc, który podczas dłubania leży na moich kolanach i grzeje mnie cały czas. 

Zrobiłam sobie niewielką kosmetyczkę podróżną, która zapakowana w niezbędne drobiazgi czeka aż nadejdzie sierpień i czas wyjazdu. Tym razem nie chciało mi się wszywać suwaka i kosmetyczka jest zamykana na rzep.

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 16 lipca 2012
W podwórku na Bednarskiej

 

Odkryłam figurkę świętego Józefa na niewielkim podwórku przy ulicy Bednarskiej. Do tej pory nie wiedziałam o jej istnieniu. Sądzę, że mam jeszcze sporo figurek i kapliczek warszawskich do wytropienia.

Józefa znalazłam przypadkiem zerkając w głąb podwórka, które właśnie mijałam podczas spaceru. Zrobiłam mu kilka zdjęć i zostałam z hukiem przegnana przez ochroniarza, który nagle wyłonił się z klatki. Okazało się, że jeden z budynków tego kwadratowego podwórka zajmuje stacjonarne hospicjum. Przed wejściem do hospicjum jest informacja o zakazie fotografowania. Figura świętego Józefa stoi przy drugim budynku i robiąc zdjęcia stałam tyłem do hospicjum. Ochroniarz nie przyjmował moich wyjaśnień, że zainteresowała mnie wyłącznie figurka świętego. Miałam z nim ostrą przeprawę, ponieważ żądał bym usunęła zdjęcia z aparatu. Pokazałam mu jakie zdjęcia zrobiłam i nic do niego nie docierało. A zdjęć i tak nie skasowałam.

Jasne dla mnie jest, że obowiązuje zakaz robienia zdjęć na terenie hospicjum, bo to smutne miejsce pożegnań i chorób. Tego nie kwestionuję i nigdy pomysł robienia zdjęć w budynku nie przyszedł by mi do głowy gdybym była tam choć przez chwilę.

Z żadną kapliczką i figurką mniej lub bardziej strzeżoną nie miałam takich przepraw przy robieniu zdjęć.

 

 

 

Pięć szydełkowych kwadracików

 

Podczas porządkowania i likwidowania zaczętych robótek wpadły mi w ręce szydełkowe kwadraciki z bawełny. Zrobiłam je kiedyś jako wprawki i tak sobie polegiwały w kącie. Zastanawiałam się jak je wykorzystać. Miałam tylko pięć sztuk i nie chciałam dorabiać kolejnych. Wreszcie bingo! Wpadałam na pomysł zrobienia opakowania na metalową puszkę, która została mi po cukierkach. Kwadraciki pasowały idealnie. Wystarczyło je pozszywać, dorobić kilka rządków wykończenia i gotowe.

Pięć kwadracików  udaje teraz wazonik. 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 15 lipca 2012
Muzeum Techniki

 

Wpadłam dzisiaj na dłuższą chwilę do Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki. Zaprowadziłam tam moich gości i przy okazji zrobiłam trochę zdjęć. Warto zajrzeć do tego muzeum z dzieciakami i młodzieżą. Niech dziatwa zobaczy jak to onegdaj prało się, prasowało, jakie były telewizory, radia, telefony, maszyny do szycia, samochody, motory, rowery, opakowania artykułów codziennego użytku.

Rozczuliłam się przy eksponacie radia Berolina. Takie radio było w moim domu dość długo. Nawet jak mieliśmy nowoczesne odbiorniki radiowe w naszym posiadaniu, ojciec nie pozwolił go wyrzucić. Ten jedyny odbiornik radiowy w jakiś magiczny sposób najlepiej odbierał radio Wolna Europa, które było słuchane w moim domu codziennie. Włączone radio puszczało do nas zielone oko, mrugało gdy kręciło się gałką w poszukiwaniu odpowiedniej fali. Nie pamiętam co się z nim stało i w jaki sposób zniknęło z domu rodziców. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bawełniane koce

 

- Po co tak się męczysz i dłubiesz koce?  - usłyszałam jakiś czas temu od bliskiej osoby, która wręczyła mi spory pakunek.

Otworzyłam torbę i zobaczyłam prezenty, które dostałam.

W środku były dwa bawełniane koce cudnej urody o wymiarach 170 cm na 140 cm. Jestem nimi zachwycona i już je wypróbowałam podczas niedawnych upalnych nocy. Spało się pod nimi rewelacyjnie.

I tak zaczęłam się zastanawiać nad sensem swojej szydełkowo - drucianej dłubaniny. Może rzeczywiście nie warto? Chociaż z drugiej strony mam satysfakcję, że sama coś zrobiłam i jest to jeden egzemplarz, nikt nie ma takiego samego. Ot, targają mną teraz takie sprzeczne myśli: dłubać, nie dłubać, przestać, zając się czymś innym? Sama nie wiem.

Na razie wiem na pewno, że muszę dokończyć to co zaczęłam i rozdłubałam na drutach i szydełku. Jest tego sporo i będzie co robić przez jakiś czas.

 

 

 

 

 

 

sobota, 14 lipca 2012
Okładka z dziewczynką

 

Wykorzystałam fragment schematu Isabelle Vautier ( http://www.creationsisahv.com/article-35414479.html ) i mam nową okładkę na zeszyt domowych notatek.

 

 

 

 

 

Hafciarski debiut

 

 

 

 

Rośnie młode pokolenie robótkomaniaczek aż serce się raduje.

Moja 4,5 letnia panna od dawna męczy mnie żebym nauczyła ją robić na drutach i wyszywać. Co jakiś czas siadamy więc na wspólne nauki. Mała plącze włóczki i nitki z wielką pasją. Wczoraj wieczorem postanowiła wyhaftować łąkę. Narysowała sobie na aidzie zgrabny kwiatek i poprosiła mnie o nawleczenie kolorowych mulin na igły. Przed snem wyhaftowała fragment a dzisiaj rano dokończyła robótkę. Całość zrobiła samodzielnie aż trudno mi było w to uwierzyć. W pewnym momencie chwyciłam za aparat i zrobiłam jej serię zdjęć podczas tego hafciarskiego wyczynu.

 

wtorek, 03 lipca 2012
Chusta na rodzinne zamówienie

 

Zawzięłam się i mimo upału skończyłam chustę na rodzinne zamówienie.

Teraz nie wezmę drutów i szydełka do ręki przez jakiś czas. Poczekam aż upały zelżeją.

Druty nr 2,75

Włóczka Favola ufarbowana domowym sposobem, zużycie 90 gramów

 

 

 

 

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

Upał, upał...

 

 

 

 

Chusta na rodzinne zamówienie zwisa smętnie z drutów. Robię po kilka rządków i odkładam robótkę. Jak tu cokolwiek działać, skoro w domu mam temperatury nie do przyjęcia. Pół godziny temu w dużym pokoju było przeszło 30 stopni Celsjusza, a słońce nie zagląda jeszcze do okien. Wpadnie dopiero za godzinkę i będzie świecić mi do zachodu. 

Lubię lato i ciepełko ale w nadmiarze mnie męczy. 

 

 

poniedziałek, 02 lipca 2012
Chusta dla Halinki

 

Wczoraj były imieniny Haliny więc dla mojej bliskiej pani o tym imieniu zrobiłam chustę z Favoli, którą ufarbowałam domowym sposobem. Do farbowania użyłam tylko czterech kolorów i zabawa z nimi dała ciekawy efekt. Chustę zrobiłam drutami nr 2,75. Waga: 90 gramów.

Chusta jest od wczoraj u Haliny więc dzisiaj pokazuję ją na blogu.

 

 

 

Zdjęcie niżej: z lewej strony włóczka mokra bezpośrednio po farbowaniu. Z prawej strony włóczka w garnku z wodą i octem, zdjęcie zrobione przy użyciu lampy błyskowej więc kolory są jaskrawe, trochę inne niż w naturze.

 

 

Zdjęcie niżej: sucha włóczka, kolory uchwycone jak w naturze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 01 lipca 2012
Pasiasty - trochę przybyło

 

Pasiastemu przybyło kilka rządków i prezentuje się tak jak widać na zdjęciach. Teraz będzie przerwa w szydełkowaniu koca bo upał nie pozwala mi zając się tą robótką. Jest ona dość dużych rozmiarów i leży mi na kolanach w trakcie szydełkowania. Robi się wtedy jeszcze bardziej gorąco.

Muszę poczekać aż upały z lekka odpuszczą.