Witaj, zapraszam do obejrzenia moich prac wykonanych muliną, wełną, igłą, na drutach i szydełkiem.
Zakładki:
WZORKI - DRUTY
HOBBY
INNE
KULINARNE BLOGI
Moje wzory - my designs - free patterns
Pomysły
tricoteuse Polska Polska Poland stitchingheart ptaszek gyhw7QUr87suOyWPwB insekten-0042.gif von 123gif.de myszka drutki Nie biorę udziału w zabawach blogowych. Nie sprzedaję, nie wykonuję na zamówienie haftów, dzianin. Dzielę się własnymi wzorami, schematami, które są tu umieszczone.
RSS
sobota, 30 czerwca 2012
Ubranko dla lalki

 

Szkoda mi było wyrzucać resztkę włóczki, która została z chusty więc posiedziałam niecałą godzinkę z drutami w dłoniach. Machnęłam ubranko dla lalki, którą lubi bawić się moja dziewczynka. 

 

 

 

 

 

Zlot Scrapbookingu - Fort Sokolnickiego

 

Dzisiaj w Forcie Sokolnickiego (Plac Wilsona, park Żeromskiego) odbywa się ciekawa impreza a mianowicie Piąty Ogólnopolski Zlot Scrapbookingu. Mam blisko więc wpadłam tam na chwilę. O mamo! Jakie cuda zobaczyłam, ile kolorowych papierów, kartonów, przywieszek, stempli, lakierów, farbek, wycinaków i jeszcze więcej nie wiem czego (nazw nie znam bo nie zajmuję się tą dziedziną hobby). Wszystko można kupić. Przyznam, że spojrzenie z bliska, wzięcie do swoich rąk albumów wykonanych przez inne zręczne ręce sprawiło, że otworzyłam oczy ze zdumienia. Jakie cudne rzeczy robią ludzie (pewnie większość to panie, bo panów mało widziałam). Z zazdrością spojrzałam na panie, które właśnie miały warsztaty i tworzyły piękne rzeczy.

 

  

 

 

  

 

Chusta mulitikolor

 

Zrobiłam sobie chwilową przerwę w szydełkowaniu koca z Kordka. Zabrałam się za chustę z Favoli, którą ufarbowałam. Dzisiaj chusta jest już gotowa i przyda mi się na letnie wieczorne spacery.

Dane techniczne:

waga - 92 gramy

druty nr 2,75

wymiary po zblokowaniu - wysokość na środku 70 cm, najdłuższy bok - 165 cm

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 29 czerwca 2012

 

 

 

Zaczęły się wakacje, dzieciaki odebrały świadectwa szkolne, nastał czas laby i odpoczynku.

Życzę wszystkim udanych wakacji, wspaniałych urlopów, dobrego wypoczynku i dużo słońca. 

 

 

 

czwartek, 28 czerwca 2012
Farbowanie wełny - multikolor

 

Skoro ufarbowałam wełnę na rodzinne zamówienie i miałam rozłożony warsztat farbiarski to zabrałam się do zmiany kolorów w kolejnych 100 gramach Favoli na chustę - ocieplacz szyi dla siebie. Postanowiłam użyć wielu różnych kolorów farbek do tkanin, ponieważ lubię takie zestawy w multikolorze. Przez przypadek to farbowanie było eksperymentalne, ponieważ uzyskany efekt nie bardzo mi się spodobał.

A więc po kolei:

Jak widać na pierwszym zdjęciu nakładałam farbki na nieduże odcinki pasma powtarzając układ kolorów w połowie. Użyłam takich kolorów: różowy, turkusowy, fioletowy, amarantowy, pomarańczowy. Zrobiłam dość mocne i intensywne roztwory. Nakładając je robiłam to tak aby jeden kolor przenikał się z drugim na styku, w ten sposób uzyskałam dodatkowe barwy. Po każdym ufarbowaniu danym kolorem odcinka wełny czekałam dwie, trzy minuty i cały motek dokładnie płukałam w letniej wodzie. W ten sposób nałożone kolory traciły odrobinę swoją intensywność. Po zafarbowaniu całego motka jeszcze raz dokładnie go wypłukałam i fragmentami zamoczyłam w żółtym roztworze farbki (szczególnie w tych miejscach gdzie był turkus bo na jego fragmentach chciałam otrzymać kolor zielony). Po tych operacjach wełna została dokładnie wypłukana w letniej wodzie. Powinnam utrwalić kolory gotując całość na parze. Nic z tego. Intensywność kolorów przeszkadzała mi i drażniła moje oczy. Byłam wściekła.

- Trudno, za głupotę się płaci. 100 gramów masz do wywalenia. - powiedziałam sobie.

Wyszłam z kuchni i kręciłam się bez celu po mieszkaniu a w głowie miałam natłok myśli i zastanawiałam się jak rozjaśnić kolorystykę prawie zmarnowanego motka.

Wpadłam na pomysł i stwierdziłam, że zaryzykuję bo i tak w zasadzie chyba wyrzucę tę wełnę. A może się uda i kolory będą bardziej mi pasowały? Nie miałam nic do stracenia. Do plastikowej miski wlałam zimną wodę, do tego wpakowałam pół butelki najzwyklejszej bielinki, zamknęłam oczy i tak na ślepo włożyłam moją wełnę. Sprawdziłam czy jest dokładnie zanurzona i wyszłam z łazienki. Po 10 minutach weszłam, sprawdziłam, wypłukałam i byłam zachwycona. Mojej Favoli kąpiel w bielince nie zaszkodziła, kolory są zdecydowanie jaśniejsze i wreszcie mi pasują. Tak spreparowana wełna poszła do gara i w kąpieli parowej utrwaliłam kolorki. Po wysuszeniu zrobiłam na szybko próbkę na drutach i podoba mi się. Będę miała z tej włóczki fajny szyjogrzej.

Nie polecam takich eksperymentów, bo to zbyt duże ryzyko. Ja miałam dwa wyjścia: wyrzucić włóczkę lub poeksperymentować. Tym razem się udało ale w przyszłości niekoniecznie ten zabieg przyniesie oczekiwany skutek.

 

 

Zdjęcia niżej: wełna po farbowaniu i kąpieli w roztworze wody z bielinką, tuż przed wrzuceniem do gotowania na parze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Próbki

 

Ufarbowana wczoraj wełna merino wyschła na słoneczku, została przewinięta z zgrabny kłębuszek. Niedługo będzie przerobiona na niedużą chustę - otulacz szyi. Na razie zrobiłam próbki, żeby sprawdzić jak wyglądają kolory na dzianinie. Pierwszą próbkę sprułam, druga chyba będzie początkiem chusty. Zostawiam ją na drutach, niech poczeka aż się nią zajmę.

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 27 czerwca 2012
Cegłowska, Twardowska na Bielanach

 

Z dzisiejszego spaceru uliczkami starych Bielan pokazuję wam dwie figurki. Pierwsza to figurka Matki Boskiej umieszczona w narożniku jednego z domków jednorodzinnych na ulicy Cegłowskiej.

Druga figurka to święty Antoni trzymający na ręku małego Jezusa. Antoni stoi w ogrodzie u zbiegu ulic Karskiej i Twardowskiego. Widać, że trwa na stanowisku od wielu lat bo upływ czasu (a może jakiś ktoś) sprawił, że Jezusowi brakuje jednej ręki. Wygląda jakby była odtrącona. Szkoda, że tak się stało.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Farbowanie wełny

 

Dawno nie farbowałam wełny. Dzisiaj rano nadarzyła się ku temu okazja bo dostałam rodzinne zamówienie. 

Kolory farbowania zostały określone jako wiosenno - letnie zieloności muśnięte słońcem z nutą błękitnego nieba. Do farbowania miękkiej Favoli użyłam dwóch kolorów farbek do tkanin (żółty, turkus) i tak sobie zanurzałam motek w tych farbkach kilka razy. Przed każdym zanurzeniem przewijałam motek w inny dość ściśle zwinięty precelek. W ten sposób miałam pewność, że całkowicie pozbędę się białego koloru. Na koniec zafundowałam włóczce kąpiel w lekkim żółtym roztworze, żeby pozbyć się intensywnego koloru turkusu. 

No i chyba wyszły mi te zamówione kolory. Zdjęcia włóczki zrobiłam bezpośrednio po gotowaniu na parze. Teraz suszy się na balkonie.

 

 

 

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

 

 

Pasiasty - robi się, robi...

 

Pasiasty koc z Kordka (mieszanka bawełny 80% z akrylem 20%) przybiera na wadze i wymiarach.

Jeszcze mam sporo do zrobienia ale nie poddaję się. Szydełkuję, szydełkuję i szydełkuję...

 

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

 

 

 

wtorek, 26 czerwca 2012
Muszę się wypowiedzieć...

 

  

Klik tutaj - duży obraz

 

Klik tutaj - duży obraz

(po otwarciu zdjęć wyżej można kliknąć na obraz, będzie większy)

 

Jestem fanką haftu krzyżykowego, wyszywam od wielu lat i zdarza się, że projektuję różne wzory. Niektóre z moich projektów pokazałam na blogu. Od jakiegoś czasu fascynują mnie włóczki, druty i szydełka. Chwilowo mam zastój hafciarski ale powiększam systematycznie swój zbiór haftów, które mam zamiar w przyszłości wyszyć.

Od jakiegoś czasu zauważyłam na ogólnodostępnych forach hafciarskich zainteresowanie haftami przedstawiającymi znane rysunki Hildy jak inne projekty ze zdjęć lub przeróbki trudno dostępnych wzorów.

Umieściłam wyżej zdjęcie takiej przeróbki rysunku na haft krzyżykowy. Po kliknięciu na linki można zobaczyć duże zdjęcia fragmentu schematu i kolorowy schemat. Projekt ten śmiga w internecie i zapewne jest pobierany. Zrobiono go w ten sposób, że zdjęcie pracy artysty malarza zostało wrzucone do programu przerabiającego takie fotki na haft krzyżykowy w sposób automatyczny.

Ten program jak wskazuje napis na schemacie znajduje się tutaj:  

http://www.pic2pat.com/index.en.html

 

Spróbowałam jak działa ów cudowny program i wrzuciłam do niego zdjęcie margerytki. Automat wygenerował mi kilka propozycji haftu krzyżykowego z tego zdjęcia i dwie z nich widać niżej.

 

Wór mulin dam hafciarce, która z takich automatycznie wygenerowanych schematów wyszyje to co widać na oryginalnych zdjęciach przed przeróbką. Z automatu nic nie da się zrobić. To strata czasu, mulin, tkaniny i wielu innych rzeczy. 

Nie warto korzystać z takich programów (w internecie jest ich sporo), ponieważ gotowa praca nie przyniesie satysfakcji. Przyjrzyjcie się miłe panie na duże zdjęcie czarno - białego schematu (linki wyżej) w jak przypadkowy sposób układają się chociażby czarne kwadraciki przyporządkowane jednemu z kolorów na nodze Hildy. Toż to wyjdzie pokraczna noga a nie zgrabna nóżka tłuściutkiej Hildy.

Tak automatycznie wygenerowany schemat może stać się jedynie punktem wyjścia do dalszej indywidualnej obróbki. Trzeba przysiąść przed komputerem na długo, długo i za pomocą specjalistycznego programu do obróbki i tworzenia haftu krzyżykowego wypracować wzór.

Musiałam się wypowiedzieć na ten temat, być może wywołam burzę w szklance wody .

Wywalcie takie schematy ze swoich komputerów bo nie warto zawracać sobie nimi głowy.

 

Proces tworzenia schematu pokazano i opisano na przykład tutaj:

http://fotki.yandex.ru/users/aniuta-dubrovskaja/album/207259/

http://www.cross-stitch-club.ru/sozdaniye_shem/

http://www.liveinternet.ru/tags/Pattern+Maker/

http://www.cross-stitch-club.ru/sozdaniye_shem/34-s-chego-nachat-v-sozdanii-sxemy-dlya-vyshivki-krestom.html

 

I jeszcze jeden przykład przeróbek rysunków popularnych dziewczynek - elfów.

Mam nadzieję, że autorka schematu nie będzie miała mi za złe, że wykorzystałam fragmenty jej opracowania.

Zdjęcie - rysunek pierwowzoru plus świetne opracowanie schematu (symulacja haftu) - patrz niżej.

 

 

 

A teraz propozycja programu, który automatycznie przerabia zdjęcia, rysunki na haft krzyżykowy. Dałam programowi dwie opcje, bo chciałam uzyskać jak najlepszy wzór. Patrz niżej i porównaj obie propozycje.

 

 

 

Na tych przykładach widać, że bez przyłożenia się i poprawiania, ulepszania ręcznie nie uzyskamy dobrego schematu i nie warto wyszywać obrazka, który wygenerowano automatycznie.

Większe zdjęcia:

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/hh/ha/s1ze/5YB5zV7DbYE1kbEK0X.jpg

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/hh/ha/s1ze/cnNRRrS2wU66WCSUaX.jpg

 

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/hh/ha/s1ze/3Mj7V4dHHxVaY1yKFX.jpg

http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/hh/ha/s1ze/HpTfb0NmkXIbtIemuX.jpg

Książeczka

 

W moje ręce trafiła mała książeczka z prostym, łatwym, szybkim sposobem dziergania skarpet na drutach.

Za jakiś czas spróbuję zrobić skarpety w ten sposób.

 

poniedziałek, 25 czerwca 2012
Kapliczki na ulicy Widok

 

Dzisiaj udało mi się wejść na podwórko przy ulicy Widok 22, które jest strzeżone wielką bramą. Jedna z lokatorek była tak miła, że bez wahania otworzyła mi bramę, żebym mogła zrobić zdjęcia kapliczki.

Kapliczka znajduje się tuż przy wejściu na klatkę (na podwórku jest jedna klatka). Jest wmurowana w ścianę budynku. Szkoda, że zrobiono to byle jak i na murze są widoczne ślady tej operacji.

 

 

 

 

 

Tuż obok, na podwórku jest kolejna kapliczka, którą pokazywałam już na blogu w listopadzie 2011 roku. Skoro jednak tam byłam to zrobiłam jej ponownie zdjęcia, które widać poniżej.

 

 

 

 

 

Euro 2012w Warszawie

 

Euro 2012 lada moment przejdzie do historii więc zrobiłam kilka zdjęć warszawskich ulic ku pamięci, bo pewnie wiele dekoracji wkrótce zniknie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Druga poducha z sześciokątów

 

Poszłam za ciosem i wydobyłam z siebie resztki cierpliwości żeby pozszywać sześciokąty szydełkowe, które wydłubałam jakiś czas temu. Po przeliczeniu ich ilości okazało się, że nie starczy na zrobienie opakowania na drugą poduchę kanapową. Jednak ilość, którą dysponowałam była w sam raz żeby powstała kwadratowa mniejsza poduszka. Nie został mi ani jeden sześciokąt. Wszystkie znalazły się na poduchach, nie dorobiłam żadnego. Przypadek sprawił, że obyło się bez szydełkowania jakichś brakujących elementów.

I tym sposobem pozbyłam się leżakujących w pudle elementów.

 

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 24 czerwca 2012
I znowu poducha zamiast koca.

 

Przygotowania do przeprowadzki nabierają rozpędu i szperam, wybieram, przebieram, odkładam do oddania, wkładam do kartonów drobiazgi, które zabiorę. Przeglądam zasoby i zapasy włóczkowe, zerkam na rozpoczęte i odłożone robótki, pruję, zwijam w kłębuszki, sporo oddałam innym zręcznym rączkom. Nie ogarniam tych szpargałów i drobnicy, którą trzeba przejrzeć nim zdecyduję co z nią zrobić.

I tak w ramach likwidowania rozpoczętych robótek, które leżały i czekały na zlitowanie złapałam karton z sześciokątami szydełkowymi, które nigdy nie będą planowanym kocem (narzutą). Zdecydowałam, że szybciej będzie jak zamienię je w kolejne opakowanie poduchy. Wkładem została poducha z kanapy, która nie idzie na nowe mieszkanie. Zabiorę jedynie dwie poduchy z tej kanapy, bo gdy będą miały kolorowe opakowania to przydadzą się na nowym mieszkaniu. Zostało mi sporo sześciokątów, które wyszydełkowałam i muszę je pozszywać na opakowanie drugiej poduchy kanapowej. W wolnej chwili to zrobię.

 

 

 

 

 

 

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

 

 

Krzyże przydrożne w Parku przy Lesie Bielańskim

 

Tuż przy krańcowym przystanku autobusowym na ulicy Gwiaździstej, na ścieżce wiodącej do parku linowego, stoi samotnie pośród drzew zapomniany i mało widoczny krzyż przydrożny.

Przyznam ze wstydem, że podczas moich spacerów i wędrówek po Lasku Bielańskim ten krzyż umknął mojej uwadze i dopiero dzisiaj go zauważyłam.

 

 

 

 

 

Wędrując lub jadąc rowerem ścieżką rowerową (od strony powyższego krzyża) w kierunku kościoła w Lasku Bielańskim mijamy zabytkową studnię, punkt widokowy i kawałek dalej można zobaczyć kolejny krzyż przydrożny.

Ten niżej pokazywałam kiedyś na blogu (podczas zimowej sesji zdjęciowej w Lasku Bielańskim).

 

 

 

 

Pasiasty - kolejna odsłona

 

Szydełkowy koc z KORDKA powoli ale systematycznie dostaje nowe paski i paseczki.

Dzisiaj osiągnął takie rozmiary, że mogłam otulić nim Krystynę.

Biegnę szydełkować i dam mu kolejne paski. Musi być dużo większy i mam sporo dłubania.

 

Za oknem słońce i ciepełko. Miłej niedzieli życzę wszystkim.

 

 

 

 

Klik tutaj - większe zdjęcie.

 

 

sobota, 23 czerwca 2012
Przygotowania do nocy świętojańskiej - WIANKI W WARSZAWIE

 

Sprawdziłam jak Warszawa przygotowuje się do najkrótszej nocy w roku, czyli nocy świętojańskiej zwyczajowo zwanej wiankami. Na Podzamczu tuż po południu młode panny z baletu dzielnie ćwiczyły swoje układy pod czujnym okiem pana w marynarce.

 

 

 

Udało mi się usłyszeć i zobaczyć na żywo Edytę Górniak, która miała akurat próbę na scenie. Zdjęcia zrobiłam z dość dużej odległości więc pozostawiają wiele do życzenia. Trochę lepiej widać panią Górniak na telebimie więc i takie zdjęcia cyknęłam.

 

 

 

 

 

 

 

Wszędzie na Podzamczu pojawiły się stoiska, stragany z jadłem, popitką i różnościami. Na Placu Zamkowym straszyli nas bohaterowie "Gwiezdnych wojen". A na Krakowskim Przedmieściu znowu rozgościły się kramy, stragany i straganiki. Pałac Prezydencki daje znać, że o Euro 2012 pamięta bo na balkonie stoją Slavko i Slavek. Nawet lwy są kibicami z szalikami na szyjach. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Razem z panem Prusem, którego pomnik stoi na Krakowskim Przedmieściu, posłuchałam i obejrzałam próbę występu Kasi Klich.

Dotarłam do Ogrodu Saskiego i dopiero tam odpoczęłam. Z pobieżnego przeglądu widać, że po dwudziestej zacznie się wiankowa zabawa nad Wisłą, na Starówce i Krakowskim Przedmieściu. 

 

 

 

 

 

 

Dzień Ojca

 

Wczorajszy wieczór upłynął naszej czterolatce na przygotowywaniu niespodzianek dla taty z okazji Dnia Ojca. 

 

Mamy więc kolorową łąkę z kwiatami i motylami.

 

 

Niżej jest piesek skarbonka samodzielnie pomalowany przez małą.

 

 

Piesek został dzisiaj wręczony tacie z życzeniami:

- Sto lat! Niech żyje nam! Tatusiu masz tu skarbonkę. Włożyłam ci tam pieniążki. I zbieraj na pudelka.

Tata postawił oczy w słup i stwierdził:

- Piękne prezenty, nigdy takich nie dostałem (tu nastąpiły całusy, przytulanie i ściskanie, śmiechy, uśmiechy). 

- Nie wiem czy dam radę zebrać pieniążki na pudelka bo taki pudelek drogo kosztuje. - dodał poważnie.

Tata broni się rękoma i nogami przed pudelkiem, który miałby ewentualnie zamieszkać w domu, mała marzy wyłącznie o pudelku i mamy sprzeczność interesów i marzeń.

- Oj, dasz radę, ja ci pomogę zbierać te pieniądze - powiedziała panna.

Co z tego będzie? Czas pokaże.

 

 

A moja mata do blokowania zamieniła się wczoraj w miejsce do odpoczynku po ciężkiej pracy.

Okazało się, że na macie najlepiej ogląda się filmy i baraszkuje.

 

 

 

 

piątek, 22 czerwca 2012
Notes z przepisami

 

 

 

Co jakiś czas przy okazji porządków przed przeprowadzką odkrywam zapomniane rzeczy, które przeleżały w ukryciu zakopane w szufladach, pudłach i innych zakamarkach.

Z takich domowych wykopalisk wydobyłam hafcik zrobiony przeze mnie dawno temu i stwierdziłam, że zasługuje na nowe życie.

Skoro maszyna do szycia stoi odpalona w pokoju i nie zdążyłam jej uprzątnąć ze stolika to siadłam i uszyłam okładkę na notes z przepisami, które wykorzystuję w kuchennych popisach. Posiedziałam przy maszynie kilkanaście minut i okładka gotowa. Można ją prać, prasować i będzie długo służyć.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 21 czerwca 2012
Dziękuję za trzymanie kciuków.

 

 

Dziękuję wam drogie panie za komentarze w poprzednim wpisie i trzymanie za mnie kciuków.

Pomogło!!!!!! Hura!!!!!

 

 

Nie wiem jak to się stało ale o godzinie 17 weszłam tam gdzie miałam załatwić bardzo ważną sprawę, którą załatwiałam od ponad roku. Weszłam i po 10 minutach wyszłam. Miałam wszystko załatwione w ciągu tych minut. Nie do wiary! Kamień spadł mi z serca i jestem lekka jak skowronek.

 

 

Bardzo, bardzo dziękuję za przesłanie pozytywnych myśli i te wasze kciuki.

Dzisiaj kocham całym sercem cały świat.

 

Letnia torba dla mamy.

 

 

 

Moja mama wykorzystała fakt, że wczoraj odpaliłam maszynę do szycia gdy zmagałam się z przekształceniem niedoszłego koca w poduchę. Namazała coś na odwrocie kartki z notatkami zakupowymi i podsunęła mi pod nos.

- O popatrz, taką torbę mi uszyj. Mniejszą niż tę co uszyłaś w kwietniu, z krótszą rączką i koniecznie z kieszenią na wierzchu. No i wiesz, musisz poszperać w pudłach, bo chcę żeby też była biała.

- O mamo! Znowu biała. - jęknęłam.

Jednak prośba rodzicielki rzecz ważna i zabrałam się do szukania tkaniny, cięcia gazety na jako taką torebkową formę, przycinania materiału, fastrygowania, szycia, znowu cięcia i tak do dzisiaj z przerwami. Maszyna furkotała aż miło a mama zaglądała mi przez ramię w jakim to stanie jest jej nowa letnia torba.

Prawie przed chwilą torba została uszyta, odprasowana i mama cieszy się bardzo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niżej Krystyna prezentuje dużą torbę, którą uszyłam mamie w kwietniu i tę mniejszą zrobioną dzisiaj. Dla porównania wielkości obu toreb machnęłam im zdjęcia na płasko. Przy okazji pokazuję również obie tkaniny użyte na uszycie toreb.

 

 

 

 

Moi mili goście, bardzo gorąco was proszę o mocne trzymanie za mnie kciuków dzisiaj tuż po godzinie siedemnastej. Potrzymajcie je choć chwilę i prześlijcie mi pozytywne myśli. Wtedy będę załatwiać coś bardzo, bardzo ważnego i trudnego dla mnie i mojej rodziny. Potrzebne mi wsparcie ludzi i niebios. Już od rana boli mnie brzuch ze zdenerwowania i chyba dlatego tak szyłam i szyłam dzisiaj tę torbę dla mamy jak wariatka. Wyrzucałam z głowy natarczywe myśli o tej arcyważnej sprawie, która mnie czeka o siedemnastej. Jak pisze te słowa to łapy mi się trzęsą i brzuch boli jak nie wiem co. Odczyniam czary. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie jak sobie ułożyłam w myślach.

 

 

 

Pasiasty - szydełkuję

 

 

    

 

W kolorowym kocu cierpliwie szydełkuję kolejne rządki.

Na zdjęciach widać postępy mojej pracy.

 

 

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

Większe zdjęcie - klik tutaj.

 

 

środa, 20 czerwca 2012
Miał być koc a jest poducha.

 

 

 

Pewnie pamiętacie jak zaczęłam szydełkować elementy z "Baśki", które miały być przyszłym kocem lub narzutą. Okazało się, że mam po kokardkę dłubania elementów i łączenia ich ze sobą.

W ramach likwidowania zalegających rozpoczętych robótek postanowiłam coś zrobić z tym zaczętym niby kocem. Rozprułam pas w jednym miejscu i dokładnie wydłubałam wszystkie fragmenty włóczki pozostałe po zszyciu. Połączyłam dwa powstałe kawałki w prostokąt o innych wymiarach, uprałam i przyszyłam go na maszynie do żółtego polara. 

W ten sposób niedoszły koc zakończył swój żywot a ja mam sporą poduchę. Dla porównania kilka zdjęć nowej poduchy zrobiłam w towarzystwie dużej poduszki do spania, która jest w standardowych wymiarach.

 

Zaczęłam robić koc tak:

 

 

 

Dzisiaj zmieniłam mu kształt na taki:

 

 

 

I udało mi się zamienić leżakującą robótkę w dużą poduchę:

 

 

 

 

 

 

 

Klik tutaj - zobacz większe zdjęcie.

 

Doszłam do wniosku, że wolę robić koce w jednym kawałku mimo, że ciężko jest utrzymać na kolanach wielką płachtę pod koniec szydełkowania. Z łączonych elementów zdecydowanie lepiej wychodzą mi poduchy.

 

Ona i on

 

 

Szłam sobie dzisiaj spacerkiem do mojego dentysty i zobaczyłam dwa samochody stojące w niedalekiej odległości jeden od drugiego. Od razu miałam skojarzenie: ona i on, ona zalotna, on duży, dumny i nie zwraca na nią uwagi.

Spójrzcie niżej. Samochodu ozdobionego zalotnymi rzęsami jeszcze nie widziałam. Pewnie jeździ nim jakaś szalona kobieta.

 

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3